Menu

Patyki

Szkice takie i inne

99012

lvajxi03

Cztery lata temu zmieniłem pracę z takiej, w której się już zasiedziałem i nawet widłami się nie dało pchnąć do przodu, na taką, w której trzeba było zasuwać od rana do świtu, na dodatek z początku szło mi tak sobie. Przez pierwsze trzy miesiące myślałem nawet, że nie przedłużą ze mną umowy.

Rysunek jest wektorową wersją takiego zwykłego, który machnąłem flamastrem w notesie, podczas jazdy tramwajem. 

robaki99012

ope-93

lvajxi03

(Pisałem kiedyś różne historie, mam ich dobre dwieście pięćdziesiąt, szkoda, że takie bez ładu i składu)



Znów popłynęła opowieść o tym, że jej syn chodzi do roboty na noc i ma tego już powoli dość, ale nie chce podpaść szefowi i na wszystko się zgadza.

O tym, że jest coraz bardziej wyczerpany i nie umie spać w dzień.

Wsiadła do samochodu i poprosiła, by zawieźć ją daleko, właśnie tam, pojedzie, bo lubi, choć zdrowie jej nie pozwala.

Ciotka nigdy nie umiała ułożyć sobie życia, tak twierdziła obiegowa opinia.

Jej pierwszy narzeczony zginął podczas oblężenia stolicy, zastrzelony zwykłym pociskiem z megatrona. Ciała nigdy nie odnaleziono, pewnie zostało rozdeptane przez te wielkie roboty albo jakoś tak podczas bombardowania. Myśleli o wspólnym kupnie mieszkania, ale dobrze, że tego nie zrobili: później zostałaby z niczym a tak, to złote monety pozwoliły jej przeżyć.

Drugi mężczyzna, który pojawił się w życiu ciotki, należał do Komitetu. Wcześniej partia nie była aż tak bardzo znienawidzona, jak teraz, pomagał robić kanalizację, doprowadzać prąd i ciepłą wodę. Po godzinach, na tych wszystkich obowiązkowych wiecach, nawoływał do ostatecznego rozprawienia się z siłami reakcji – to oni, zdaniem partii, hamowali odbudowę i rozwój kraju. Winni też byli temu, że Północ wciąż nie była wyzwolona z rąk okupanta – święcie w to wierzył i dawał upust swoim odczuciom nawet podczas golenia i przy śniadaniu.

Partyzanci rozjechali go na zakręcie, za wzgórzem, chociaż znaleźli się i tacy, którzy twierdzili, że to był zwykły wypadek i Esteban wracał po prostu po pijaku.

Komitetowi Rewolucyjnemu nie w smak były te pouczenia i na gwałt szukał lokalnego bohatera, więc uciszył każdy taki głos raz na zawsze, jednym uderzeniem topora. A na miejscu wypadku powstał pomnik, pod którym młodzież szkolna była zobowiązania do zapalania zniczy i zostawiania żółto-czerwonych wiązanek kwiatów, koniecznie z zieloną wstążką. Ciotce przyznano nawet jakąś konkretną rentę i sporo kartek na lepsze artykuły spożywcze.

Ten trzeci... Juan przyjechał do miasteczka razem z grupą inżynierów, chcących postawić tamę na rzece. Nowo powstały zbiornik dałby początek elektrowni wodnej i stałby się jednym z filarów bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Juanowi urodziła dwójkę dzieci i żyli bez ślubu, bo przecież odrzucali całe to opium dla średniowiecznych mas. Pieniądze były, kartki też, zbiornik w końcu powstał i musieli się przenieść wyżej, do małego domku, licząc na to, że rewolucja w końcu zbuduje obiecane osiedle mieszkaniowe.

– To będzie lada chwila, zobaczysz – mówił ze śmiechem i gasił światło.

Trzecie dziecko jednak nie chciało przyjść na świat, ciotka spędziła długie miesiące w szpitalu i temat chyba raz na zawsze został zamknięty.

Odszedł nagle, tak jak dwaj pozostali, zwyczajnie dostał zawału. Gdy próbowała zawalczyć o jakiś spadek, dowiedziała się, że tak naprawdę był legalnie żonaty i miał trójkę ślubnych dzieci, i że nie należy się jej nic, tylko ta renta po Estebanie.

Dzieci dorosły i okazało się, że tak naprawdę nie ma co do garnka włożyć – wcześniej ubranie i wyżywienie zapewniała ludowa szkoła.

Teraz stanęli nad przepaścią, głód zajrzał im w oczy.

Estella dostała się nawet na studia, bo zadecydowały punktu za pochodzenie: szczera, chłopo-robotnicza córka budowniczego ojczyzny, o nienagannej przeszłości. Na pierwszym roku poznała chłopaka i bardzo prędko zakręciła się wokół programu wymiany studentów.

Wyjechała i już tam zostali. Nie pisali nawet do matki ze względów bezpieczeństwa.

Luis, jej młodszy brat, zaczepił się przy wyrębie lasu pod autostradę: to jeden z punktów programu nowego kroku rozwojowego całego społeczeństwa. Autostrady miały powstać szybko, nikt tylko nie wiedział, co będzie po nich jeździć. Spodziewano się raczej furgonetek dostawczych, niż wojska, ale w tym ogarniętym gorączką rewolucyjną kraju wszystko było możliwe.

Któregoś dnia do domu zajechał ambulans: oto Luis oberwał właśnie w głowę potężnym konarem drzewa i chyba nie będzie już pełnowartościowym człowiekiem.

W jednej chwili ciotka zrozumiała, że dzieci nie będą tym czymś, co pozwoli jej żyć na odpowiednim poziomie. Jednym trzeba się zająć, drugie nie wróci. Zaczęła dorabiać sobie jako korepetytorka angielskiego, gdy ten na nowo zaczął być legalny.

Mijały lata i władza powoli rozumiała, że kroi się następna rewolucja, ale teraz skierowana w nią samą, i zaczęła powoli oddawać obszary, o których obywatelom wcześniej nawet się nie śniło. Któregoś dnia sprywatyzowana została cała produkcja, handel, a następnego okazało się, że każdy może wyrobić sobie paszport, kiedy tylko chce, kupić walutę, albo zaprosić rodzinę z zagranicy.

Tak właśnie wróciła Estella z mężem. Cały ich dobytek zmieścił się w jednej walizeczce.

– Te opowieści o dobrobycie można by między bajki włożyć – zaczęła od progu, tylko, że nikt nie dał jej wiary.

Wszyscy inni powracający kupowali kilkupokojowe mieszkania za gotówkę, za złote dolary, których uskładanie nie było aż takim problemem.

Estella z mężem po prostu przehulała wszystko, jak leciało.

Wrócili do tego samego maleńkiego domku z kuchnią zaraz za drzwiami i mikroskopijnym pokojem, z którego tak chętnie wyjechali dwadzieścia lat wcześniej: zażądali dla siebie strychu, tylko nikt nie powiedział głośno, kto miałby wyłożyć pieniądze, potrzebne na jego remont. W domyśle: ciotka.

Zacząłem ją odwiedzać coraz częściej, bo stara, zniedołężniała i jeszcze do tego ten rak: leczyła się w stolicy, ale nie było w stanie pozwolić sobie na te wszystkie zabiegi. Wiadomo – to kosztuje, i to niemało.

Teraz pędziliśmy tą samą autostradą, którą budował Luis, i przez którą pozostanie do końca życia niepełnowartościowym człowiekiem. Ciotka zabrała ze sobą paczkę zapałek i jeden, jedyny znicz.

Ciekawe, gdzie właściwie jedziemy.

Miałem jedną trzecią szans, by się dowiedzieć, ale jakoś tak wstydziłem się zapytać.

– Skręć w prawo – poprosiła mnie cicho.

Droga wiodła wprost do elektrowni wodnej.

Już chyba wiem.

 

© Patyki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci